Wychowawca byc...

Wychowawca byc…

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Siedze sobie w pracy aktualnie, bo od niedzieli zrotowalismy z powrotem na nocki i na wspominanie mnie wzielo, a to nie dobrze bo znaczy ze troche tesknie za poprzednia praca. Chociaz nie, wroc, nie za praca sama w sobie a za ludzmi z ktorymi mialam okazje spedzac czas. Jak wiecie pracowalam w Domu Dziecka i bylo mi tam mega dobrze, ale z przyczyn mniej lub bardziej niewyjasnionych musialam opuscic to miejsce i znalezc sobie inne. Oczywiscie nie narzekam na Amazon, bo placa duzo lepiej, zmiany mam miesieczne a nie jeden wielki misz masz, jest fajnie i moge sie rozwijac. Ale w glebi serca czuje ze to nie jestr moje powolanie, ze tak naprawde chcialabym pracowac z trudna mlodzieza i nic nie poradze ze mnie do niej ciagnie.

13445428_1034525513300964_6562386721041678284_n Najpierw byly dzieci mlodsze, niemowlaczki, przedszkolaki, dzieci szkolne i dwie mamuski – wszystko to calkowicie nie moja bajka, ale od czego przeciez sa wyzwania! Pierwszy miesiac z niemowlakami… fakt byly tylko dwa i to juz polroczne, ale ja nie mialam zielonego pojecia jak sie z nimi obchodzic i z czym to sie je… Do tego mialam tylko popoludniowe zmiany zeby sie z nimi zaprzyjaznic, a co potem? Potem to juz moglam nimi pod sufit rzucac bo okazalo sie ze wcale nie sa tak straszne jak mi sie wydawalo, nawet mlodsze dzieci, przedskolaki i szkolne, nie byly moi straszne, choc potrafily dac popalic, ale przeciez i tak byly moim slodziakami, a dzien bez selfie byl dniem straconym :) Spedzilam z nimi cale dziewiec miesiecy i przyznam szczerze ze byla to niezla szkola zycia, ktora otworzyla mnie na swiat i wydaje mi sie ze zaliczylam ja spiewajaco – tak mi sie wydaje, ale w sumie to nie mnie to oceniac. Czasami je odwiedzam, sprawdzam co sie u nich dzieje, a wtedy przytulankom i buziakom nie ma konca, czesto jest mi ciezko stmatad wyjsc, bo mi sie na nogach wieszaja, piekne i cudowne uczucie. Mozecie mi wierzyc ze pierwszy raz gdy tak u nich bylam to mialam lzy w oczach, ale niestety co poradzic, trzeba byc dzielnym i z podniesiona glowa isc przez swiat. Te dzieciaczki pozstana w mej pamieci baaaaardzo dlugo, zwlaszcza takie dwa trzynastoletnie urwisy…

 

14494688_1111159095637605_948846228006382590_n Pamietacie pewnie moj placz i lament jak w lipcu okazalo sie ze przenosza mnie na inna placowke… Oj to byl ryk, nie ma to tamto, przyjaciolka i mama do tej pory sie ze mnie nabijaja ze tak sie balam, a potem okazalo sie ze mlodziez wcale nie jest taka straszna. Pamietam jak w pierwszy dzien zarzekalam sie ze nigdzie z nimi nie ide, ze bede siedziec z nimi w placowce, coby mi nigdzie nie zwiali i te sprawy, a wyszlo jak zwykle i przesiedzialam z nimi na miescie pol dnia, a do tego zdazylismy tak wysprzatac nasze pietro ze az sie swiecilo. Przezylam z nimi wiele ciezkich chwil – panienka lykajaca zyletki od maszynki do golenia, chlopaczki skaczace z drugiego pietra przez okno, czy napad furii u nastoletnich chlopcow, tak to byly na pewno ciezkie chwile. Co nie zmienia faktu ze te budujace na duchu przewazaly. Ten moment gdy wchodzisz do pracy a dzieciaki po czternascie, pietnascie i wiecej lat, rzucaja Ci sie na szyje i witaja jak szalone bo przeciez nie bylo Cie w pracy dwanascie godzin a Ty jestes ich ulubiona Pania. Nie raz slyszalam „moja ulubiona Pani”, „nasza kochana Pani przyszla”, „jak dobrze ze juz Pani jest”. To wlasnie dla takich reakcji z checia szlo sie do pracy – oczywiscie nie tylko dla takich, bo musze tu wspomniec o zaufaniu jakie do mnie mialy, nasze nocne rozmowy, leczenie zlamanych serc, zwierzenia z problemow – moze nic trakiego ale ta swiadomosc ze tylko do mnie chca z tym przyjsc byla ogromnie budujaca. Pewnie pomyslicie sobie ze po prostu mialam miekkie serce a one na nim graly, fakt mialam takie czasem, ale po prostu potrafilam postawic im jasne granice i zasady naszej wspolpracy, przez co wszystko nam tak ladnie wychodzilo.

Kurcze… Chyba na starosc robie sie sentymentalna… Tak mi sie wydaje :)  Niewiele spraw sprawialo mi taka radosc jak wspominanie pracy w Domu Dziecka. Fakt. Byl to bardzo ciezki kawalek chleba, zarowno pod wzgledem finansowym jak i psychicznym, bo to latwo sie mowi, ale wiele problemow tych dzieci wynosi sie do domu, taka jest prawda. Nie da sie tego calkowicie wylaczyc i o tym nie myslec, taka jest prawda.

Wspomnienia mam lepsze i gorsze, wiadomo jak to w zyciu, ale mam te ogromna swiadomosc ile ta praca wniosla do mojego zycia i jak bardzo mnie zmienila, pokazala jaki swiat potrafi byc piekny i okrutny zarazem. Jak mocne granice miedzy ludzmi potrafie stawiac, czy nawet jak silne mam nerwy, czy potrafie je utrzymac na wodzy i jak radze sobie w stresowych sytuacjach w ktorych trzeba dzialac od razu. Dowiedzialam sie jak dobrze potrafie rozplanowac prace w ciagu calego dnia, zeby na nic nie zabralko nam czasu, przekonalam sie ze dokumenty wcale nie sa tak straszne jak je sie maluje. A wiecie co jest najwazniejsze? Ze potrafie pracowac z drugim czlowiekiem i zrobie wszystko by tym istotkom bylo lepiej, a takze ze potrafilam je sobie na tyle zjednac by chcialy ze mna wpsolpracowa, przyjsc z problemem czy sie zwierzyc.

Eh. Czyli jednym slowem brakuje mi tej pracy.

PS Wybaczcie za brak polskich znakow ale niestety na amazonskich komputerach ich nie ma :)