Zmiana zmianę pogania...

Zmiana zmianę pogania…

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Tak jak już wcześniej wam wspominałam czerwiec był dla miesiącem zmian, jedną z nich było rozstanie z facetem po pięciu spędzonych razem latach – http://vaniliowo-mi.blog.pl/2016/07/06/czerwiec-dla-mnie-miesiac-zmian/ – po którym ciężko było mi się pozbierać. Od tego zajścia minęły dwa miesiące, a ja żyję i funkcjonuję całkiem normalnie. Swoje już wypłakałam i więcej nie zamierzam, mam nadzieję że będę mogła się z tego wywiązać. W sumie to już się z nim widziałam ostatnio i jestem zaskoczona swoją siłą i podejściem do sprawy – potrafiłam z nim rozmawiać, choć szczerze przyznam że rozmowa niezbyt nam się kleiła, ale to może przez moje niezbyt chętne podejście i może też przez nie była moja pierwsza myśl jak go zobaczyłam – „Boże co ja w nim widziałam” :D. Możecie sobie myśleć co chcecie, że to może tylko tak sobie gadam, że jeszcze będę żałować a może faktycznie tak było :) Najważniejsze że to ja czuję się dobrze, a jego brak już mi tak nie doskwiera. Szczerze mówiąc brak mi tylko jednego, mianowicie tulenia, ponieważ  jestem istnym tulącym się potworem któremu z  braku tej czynności spadają endorfiny których inaczej podnieść nie można – taki ze mnie gagatek :)

Druga ważna czerwcowa zmiana w moim życiu o której nie miałam ostatnio siły pisać to przeniesienie na inny oddział naszej placówki. Wiem, że to przecież nic takiego i może faktycznie będzie mi tu lepiej ale no cóż… Rzekłabym że spadło to na mnie niczym grom z jasnego nieba, bo  w żadnym stopniu się tego nie spodziewałam, do tego decyzje tę poznałam w ostatni mój dzień pracy przed urlopem – nieźle co? Byłam w ciężkim szoku , nie do końca wierząc że to faktycznie ma miejsce, a nowe miejsce jest z zupełnie innej strony Wrocławia, przez co pokój który sobie znalazłam w pobliżu poprzedniego miejsca był już nieaktualny. Ja już na walizkach, przygotowana by przenieść się z kawalerki na nowy pokój, a tu dupa.. Tatuś przyjechał i zabrał moje rzeczy do mojej rodzinnej Sobótki, gdzie spałam trochę kątem w salonie póki sobie nie znalazłam pokoju we Wrocku. Pech chciał że na urlopie pomagałam przy czereśniach, potem 4 dni nad morzem i nie było po prostu kiedy tego zrobić, a teraz? A potem wracając z pracy po 12 godzinach nie bardzo miałam siłę na cokolwiek, ale na szczęście udało mi się coś znaleźć, więc mam już swój pokoik w mieście i przyznam że dobrze mi z tym :D

Co do pracy… uczucia mam mieszane, przyznam szczerze że brakuje mi jak dzieciaki mówią „ciociu” :) Tutaj grupę mam zupełnie inną, starszą, złożoną głównie z chłopców, więc oni podejście mają zupełnie inne :) ale na razie jeszcze mnie nie zjedli, dogadujemy się, więc nie będę narzekać ;] czasem jestem miła i słodka, czasem zła wiedźma, ale inaczej się nie da, coby nie weszli na głowę :)

Powiem tak… zmiany, zmiany poganiają, ale jestem z tego zadowolona! Buziaki! :*

13900629_1072994576120724_56596917_n