Przywiązanie do drugiego człowieka, jak to w ogóle możliwe?

Przywiązanie do drugiego człowieka, jak to w ogóle możliwe?

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Wiem, wiem… nie było mnie znów i to niestety jeszcze dłużej niż wczoraj. Na blogu nie byłam w ogóle od jakiegoś czasu i jak zobaczyłam tatę wpisu ostatniej notki to aż się za głowę złapałam, wiedziałam że długo mnie nie było, ale nie aż tak… Gdy człowiek odzwyczai się od pisania to ciężko do niego wracać, tak mi się wydaje. Co się działo od czasu ostatniej notki? No cóż… przybyła mi jedna wiosenka, w lany poniedziałek świętowałam 25 urodziny :) Choć nie wspominam ich jakoś szałowo, bo byłam po dwóch nockach z rzędu i przespałam większość dnia, tak w sumie, a do tego prezent od Lubego okazał się nie tym czego chciałam… Co jeszcze w międzyczasie? Rozpadający się związek, który na tę chwilę do niczego nie prowadzi, brak iskry robi niestety swoje, a mi zaczyna się marzyć coś innego. Co to będzie? Zobaczymy :)

3630547

Przywiązanie? Czym że to jest? Można by rzecz, że uczuciem którym obdarza się drugiego człowieka, z jednej strony jest to też jakiegoś rodzaju zaufanie, dodałabym do tego jeszcze przyzwyczajenie się do czyjejś obecności. I nie, nie będę pisać tu o kimś z rodziny czy z najbliższego otoczenia.Przywiązałam się do wychowanków, całych dwóch chłopców z grupy wyżej, może to i lepiej że z innej grupy, bo w mojej mieliby oni za dobrze a faworyzować przecież nie mogę. Szczerze? Gdybym mogła i miała gdzie zabrałabym te moje dwie paskudy do domu, bo wiem że wyszłoby im to na dobre. Lubię gdy przychodzą się przywitać, przytulić czy pogadać, opowiedzieć jak im minął dzień czy czas w którym się nie widzieliśmy. I wiecie co? Ja na prawdę czekam na każdym dyżurze że ten starszy przyjdzie i się przywita, to jest naprawdę miłe uczucie.

Drugiego niestety widuje co jakiś czas jak wraca z placówki na weekend, czyli średnio co dwa albo trzy tygodnie, ale wtedy to mnie rozpiera radość. Jak przychodzi, przytuli się, daje buziaka, to naprawdę miłe uczucie, zwłaszcza patrząc na to że tylko ze mną się ta wita. Szczerze przyznam że nie sądziłam że mogę się tak przywiązać do wychowanka a tu zdziwienie, wszystko stało się dla mnie jasne w pierwszy dzień wyjazdu młodego do placówki. Jak przybiegł do mnie się przytulić cały zaryczany że jedzie do placówki, że będzie zjeżdżał czasem na weekendy. I wiecie co? Sama walczyłam z tym żeby się nie rozpłakać, do oczu cisnęły mi się  łzy a okazać ich przecież nie mogłam. Szczerze? Wiedziałam że go lubię, ale ten rodzaj przywiązania był dla mnie istnym wręcz szokiem.

Tak, był to dla mnie ogromny szok, nie wiedziałam że mnie to dorwie, nawet gdy starsze koleżanki w pracy mówiły że i tak mnie to dosięgnie, ale wiecie co? Cieszę się, naprawdę cieszę się że jest tych dwóch chłopców, którzy sprawiają że na mojej twarzy pojawia się uśmiech, cieszę się gdy przychodzą mi coś opowiedzieć, lubię gdy po prostu są. Przywiązanie, tak to jest właśnie to, a przynajmniej tak mi się wydaje. Wiem że może być to moją ogromną słabostką, ale cieszę się że ją mam.