Przyjaciel... kiedyś był ale już go nie ma...

Przyjaciel… kiedyś był ale już go nie ma…

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Wiem, wiem dawno mnie tutaj nie było, moja wina… Moja bardzo wielka wina, jestem tego jak najbardziej świadoma i nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, wciągnęły mnie sprawy świata normalnego. Praca, fitness, dom, gotowanie, praca, zmęczenie itp. Miałam kilka możliwości żeby notkę napisać ale jednak moja chęć by odpocząć była dużo silniejsza i niestety nic na to nie poradzę, czasami po prostu się nie chce. Dziękuję bardzo Mlodakk za napisanie do mnie maila, niby nie dużo ale jakoś tak sprawiło iż postanowiłam się zebrać w sobie i napisać o czymś co męczy mnie od jakiegoś czasu. Dziękuję jeszcze raz, ten wpis jest dzięki Tobie :)

avatar

Dawno, dawno temu gdy byłam w pierwszej klasie podstawówki poznałam niejakiego Adama, który był wtedy w klasie drugiej. Muszę przyznać że była to miłość od pierwszego wejrzenia która trwała kilka lat – długich lat, bo coś koło jedenastu jeśli dobrze pamiętam. Miłość miłością, ale z czasem mi przeszło, coś się po prostu wypaliło, znaczy się miłość, inne rzeczy zostały na swoim miejscu. Kim się potem stał? Dla mnie był przyjacielem, a ja dla niego kimś więcej – mówił tak, bo nie była to zwykła relacja koleżeńska, a w przyjaźń między kobietą i mężczyzną nie wierzył. Także zostańmy przy tym że byliśmy przyjaciółmi, fakt nie widywaliśmy się często, praca połączona wtedy jeszcze ze studiami zarówno u mnie jak i u niego zostawiała nam niewiele czasu dla samych siebie a co dopiero dla innych. Kontakt utrzymywaliśmy stały, a gdy już się spotykaliśmy to spędzaliśmy razem długie godziny, rozmawiając, wspierając się, generalnie będąc blisko.

Gdy zamieszkałam w Kielcach nie przyjeżdżałam do domu rodzinnego zbyt często, nie było na to czasu czy sposobności ale gdy już to robiłam zawsze dawałam mu znać że będę. Wtedy też bardzo narzekał że przyjeżdżam tak rzadko i ciężko nam się jest spotkać, a to się wykręcił pracą, a to dziewczyną, a to że nie ma teraz chwili i w ogóle. Akceptowałam to bo nadal mieliśmy jakiś kontakt internetowy czy telefoniczny. Był moim przyjacielem, więc wiele rzeczy mogłam mu wybaczyć innej opcji nie było. Myślałam że powrót do Wrocławia coś zmieni, że znajdzie dla mnie trochę czasu bo w końcu byłam jego przyjaciółką, a nie tylko zwykłą koleżanką. Cóż, dopiero po tych kilku długich miesiącach widzę jak bardzo się myliłam.

W moim wyobrażeniu przyjaźń zawsze była ważna, tak jak miłość, bezpieczeństwo czy oddanie. Wydawało mi się że jeśli ludzie naprawdę się przyjaźnią to nic nie może tego przerwać. Z biegiem czasu wydaje mi się że bardzo się myliłam i niewiele mogę z tym zrobić. Skoro druga strona nie chce nic z tym zrobić to ja sama nic nie zdziałam, jak to się mówi, do tanga trzeba dwojga. Wiem, wiem ten cytat nie odnosi się do tego rodzaju więzi, ale słowa te oddają to co mam na myśli.

Ktoś kiedyś powiedział, że gdy człowiek przestaje być przyjacielem to znaczy to iż nigdy nim nie był. Czasami zastanawiam się ile racji jest w tym zdaniu. Czy Adam kiedykolwiek był moim przyjacielem? Szczerze mówiąc – nie wiem. Uczucia mam coraz bardziej mieszane, a nie mogę z nim o tym porozmawiać bo nigdy nie ma dla mnie czasu, a gdy mówię mu że coś się zmieniło, to twierdzi że mi się wydaje. Kiedyś chciałam walczyć, teraz nie jestem tego taka pewna.

Mam przyjaciółkę, wiem że mogę jej wszystko powiedzieć, jest naprawdę bliską mi osobą, ale to nie to samo. Nazwa podobna, przyjaciel-przyjaciółka, niby różnią się tylko płcią, ale przyjaciel to zupełnie ktoś inny. Moja więź z nim miała zupełnie inny rodzaj, była czymś dla mnie wyjątkowym, szkoda że nie dla niego.