Chyba gdzieś zgubiłam własne ja…

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Wiem, wiem dość długo mnie nie było, ale zmiana miejsca zamieszkania, pracy i całej reszty jakoś mnie chyba przerosła, przez co nie miałam czasu nawet na to by tu coś naskrobać. Miała być notka o przedświątecznym szale, którą zaczęłam pisać jakoś po napisaniu ostatniej notki, ale no jak widać jest już po świętach a mnie nadal nie udało się jej tutaj umieścić, więc chyba poczeka na przyszłe święta, bo za rok pewnie będzie to samo.

Do napisania tej notki – miałam kilka nieudanych podejść, ciężko było mi się skupić, ale w końcu się udało – natchnęła mnie siostra, gdy w wigilię wieczorem odwoziła mnie do Wrocławia, bym rano w pierwszy dzień świąt mogła pójść grzecznie do pracy na dwanaście godzin. Takie tam cudowne święta…

Bardzo ruszyło mnie to co powiedziała moja siostra, mniej więcej było to coś w stylu: „Zmieniłaś się, kiedyś często się śmiałaś, wizyty w domu były czymś normalnym a nie wyjątkowym, by wyjść na zakupy nie potrzebowałaś chłopaka, nie musiał wszystkiego zatwierdzać. Byłaś sobą, a nie kimś uzależnionym od faceta”. Mniej więcej takie właśnie były jej słowa, a najgorsze w tym wszystkim jest to, że tak faktycznie jest a ja zauważyłam to od jakiegoś czasu.

Zanim poznałam Lubego byłam osobą, której wszędzie było pełno, zawsze w samorządzie szkoły, zawsze w centrum zainteresowania, pomimo tego iż nie jestem piękna, ale swoją przebojowością przyciągałam ludzi do siebie. Nigdy nie musiałam martwić się o płeć przeciwną, zawsze otaczałam się gronem facetów, a swoją cnotę – pomimo iż byli chętni mi ją zabrać – trzymałam dla tego jedynego. Uwielbiałam chodzić na domówki, czasami wyjść do klubu, zaszaleć, wyjść na piwo, dobrze się bawić, samoistnie stawałam się centrum zabawy. Teraz? Lubię gdzieś wyjść to fakt, ale raczej spędzam czas w domu, przed kompem – fakt, w jednym pokoju z Lubym ale to już nie to samo co było kiedyś. On nie lubi tłoku, poznawania nowych ludzi, wychodzenia na imprezy i szczerze przyznam na początku mi to nie przeszkadzało, a jak już gdzieś szłam to zawsze sama. Cóż, czasami się tak zdarza.

Jestem kobietą, która charakterem bardzo przypomina swoją mamę, a przez to bardzo często się z nią kłócę o byle co, ale krótkie kilkudniowe wizyty zawsze kończyły się dobrze. Odkąd jestem z Lubym bywało różnie z tymi moimi przyjazdami do rodziców. Zdarzało się, że w rodzinnych stronach nie byłam przez trzy miesiące, a to ja nie miałam czasu, a to pieniędzy nie było (niestety różnie bywało z nimi), a to on nie chciał wtedy jechać, więc suma sumarum jeździłam do nich raczej sama, rzadko kiedy jeździł on ze mną. Może by mi to nie przeszkadzało gdyby nie to że on wykorzystuje każdą możliwość by jeździć do rodziny czy znajomych.

Randki. Można by powiedzieć, że kiedyś randkowaliśmy co tydzień, choć wydaje mi się że to bardziej z racji tego iż widywaliśmy się właśnie co tydzień i nasze spotkania były zupełnie inne. Po wspólnym zamieszkaniu we Wrocławiu trzy lata temu jakoś łatwiej było nam wyjść z domu, a to na pizze, a to po sklepach pochodzić, a to na spacer czy coś. A teraz? Nie pamiętam kiedy byliśmy gdzieś ostatnim razem żeby porandkować, spędzić czas inaczej niż zwykle.

Seks? A co to słowo znaczy? Szczerze? Ostatnio tej ochoty na seks po prostu nie mam, nawet jeśli mamy dość długą przerwę to ja nie czuje potrzeby na bliższe zbliżenie. Całowanie czy przytulanie jak najbardziej wchodzi w grę, nawet bardzo chętnie to robię, ale nic więcej mnie nie interesuje. Moja Pani Doktor uważa, że to może być skutek brania tabletek antykoncepcyjnych, a ja mam szczerą nadzieję że to prawda – odstawiłam je w połowie grudnia i zobaczymy co będzie za trzy miesiące.

To nie jest tak że ja go nie kocham, bo kocham go bardzo mocno. Tylko czasami mam wrażenie że nie potrafię robić niczego dla siebie, zawsze wszystko robię dla mojego Lubego, to jego stawiam zawsze na pierwszym miejscu a nie siebie. Nie ważne że coś nie bardzo mi się podoba, ważne że on uważa mnie w tym za piękną. Gdy chciałam wziąć się za siebie i schudnąć to nie dla siebie, tylko dla niego, by on uważał mnie za atrakcyjniejszą, mimo iż uważał że jestem piękna taka jaka jestem.

Jest jeszcze jedna kwestia o której kiedyś już pisałam… Zaręczyny i planowanie ślubu. Nie mówię, że musimy wyprawić wesele za miesiąc, ale chciałabym je już zacząć planować. Za trzy miesiące będę miała 25 i chciałabym w końcu móc się ustatkować, mam dość życia na kocią łapę, chce żeby to wszystko było formalne, takie moje. On doskonale o tym wie, ale nic z tym nie robi, a mnie to przeogromnie wkurwia i nic na to nie poradzę, bo chcę pierścionek i planować ślub. Chcę i już.

To nie jest tak że chcę się rozejść, nie chcę ani trochę, kocham go najmocniej, ale mam wrażenie że coś jest nie tak, tak jakby moje życie zboczyło na boczny tor i nie dbało już o siebie tak jak powinno. Coś jest bardzo nie tak, a ja nie mam siły tego zmienić.

Wybaczcie tę jakże osobistą notkę, ale chyba musiałam to w końcu z siebie wyrzucić. Do zobaczenia – oby wkrótce.